Minie dobry rok jak zmienialiśmy poszycie dachowe naszej hacjendy. Teściowa zdobyła się na gest i postanowiła w nas, a raczej w nasze siedlisko trochę zainwestować, w znacznej części sponsorując nowe pokrycie dachu (i chwała jej za to!).

Tak było

Tak było

Tym sposobem ohydny i szary eternit ustąpił miejsca fińskiej blasze w kolorze dachówki, która mamy nadzieję, nas przeżyje :)

Całe szczęście, pierwotna więźba dachowa okazała się na tyle solidna i trwała, że ani jeden jej element nie został wymieniony. Co więcej, fachowa ekipa panów od dachu oznajmiła zgodnym chórem, że dawniej (czyli jakieś 50-60 lat wstecz) drewno używane do konstrukcji domów było lepszej jakości niźli to obecnie stosowane. W sumie ma to sens. Dawniejsze drzewostany były zdrowsze, mocniejsze, a teraz tak jak społeczeństwo co raz bardziej lelawe, tak i przyroda -a w tym drzewa – mniej odporne na szkodniki i inne choróbska. A co za tym idzie, w dalszej perspektywie mniej trwałe.

Nowe i stare pod jednym dachem

Nowe i stare pod jednym dachem

W tym wszystkim, temat azbestu tudzież jego utylizacji pozostaje bardzo ciekawy i trochę, powiedzmy tajemniczy. Nie wiem jak to w innych polskich gminach jest, ale przynajmniej u nas, gmina, w przypadku wymiany poszycia z eternitowego na inne, nowe, koszty utylizacji bierze na siebie. Co prawda trzeba trochę poczekać (nasz stary dach zabrano dopiero wczoraj!), ale przynajmniej w teorii warto, bo raz nic za to nie płacisz, a dwa masz pewność, że niebezpieczny materiał zostanie zutylizowany zgodnie z prawem, cokolwiek to znaczy. No właśnie. Korzystając z sytuacji, podpytałem panów zabierających nasz eternit, dokąd z nim pojadą (na wszystkich pismach, które musiałem podpisać widziałem logo Grupy Azoty) i co się z nim (tym eternitem) w dalszej perspektywie wydarzy.
Otóż, utylizacja azbestu polega na wrzuceniu go do ogromnego dołu w ziemi. Yyyy… Na terenie należącym właśnie do Grupy Azoty jest wykopana ogromna dziura w ziemi, wyłożona specjalną folią. Do takiego specyficznego krateru jest upychany eternit, a wszystko potem, koniec końców zasypywane jest ziemią. Ekstra! Od razu czuję się spokojniejszy i z optymizmem patrzę w przyszłość. Przyznam, że myślałem, ba, nawet w to głęboko wierzyłem, że taka utylizacja to dość skomplikowany proces, polegający na unieszkodliwieniu tego typu odpadów w jak najbardziej przyjazny środowisku sposób. Wrzucenie tego do dołu i zasypanie go, zdaje się być czymś odwrotnym. Właściwie sami mogliśmy sobie nasz stary dach ‚zutylizować’…

to se newrati

to se newrati

Człowiek to głupi zwierz. Naprodukuje tony różnego gówna, które najpierw jest cudem techniki, a potem okazuje się być rakotwórczym, szkodliwym i w ogóle. Okazuje się, że nawet na truciźnie można zarobić. Ktoś musi opłacać grubą kasą miejsca i firmy, w których utylizuje się azbest. Musi, bo w interesowność i samarytańskie działanie za cholerę nie uwierzę!

Czytałem ostatnio, że naukowcy odkryli pewien rodzaj larw chrząszczy, które jedzą styropian. One nie tylko go jedzą dla samego aktu spożywania, one bez problemu ten pokarm trawią, przyswajają i zdają się normalnie funkcjonować. Nasuwa się myśl, że jeśli przyroda potrafi poradzić sobie z mało naturalnym styropianem, np. za sprawą owych larw, to może któregoś dnia, okaże się, że ten cały syf jaki po sobie zostawiamy, a w tym wypadku eternit, zechce zeżreć jakieś inne stworzenie… o ile wcześniej sami siebie nie powykańczamy.

om

om