Wczesna pobudka, gallo pinto na śniadanie i siedzimy w autobusie do Arenal Volcano National Park. Pogoda średnia, niebo dość zachmurzone, a sam wulkan niewiele widoczny w takich okolicznościach. Zagłębiamy się w ścieżkach Parku i czujemy nieodparte wrażenie bycia malutkim.

arenal1

Wstydliwy jegomość

Na początek ruszamy w stronę zastygłej lawy sprzed kilku lat (chyba z 2008), kiedy to miała miejsce erupcja. Jeszcze jakiś czas temu można było wchodzić na krater Arenalu, jednak wydobywające się z niego gazy i inne wyziewy były zbyt niebezpieczne dla turystów, zdarzały się też ofiary śmiertelne takich wycieczek.

aren

Lawa

Jezioro Arenal

Jezioro Arenal

Humory dopisują, chyba jakaś dobra energia otacza to miejsce. Trochę zabawy na zwisających lnianach i selfi z kamerki.

wyglups

swinki3

Jakby tego było mało – za chwilę zachodzimy pod drzewo gigant! Ten 40sto metrowy okaz Ceiba Pentandra liczy sobie 400 lat i wygląda na to, że ma się dobrze. Jego potężne konary tętnią życiem, a raczej niezliczoną ilością żyć!

DSC00704dzewo

Od razu przypomniał nam się Avatar i drzewo dusz – Eywa. Po prostu kosmos!

Czas było pożegnać Arenal, pomachaliśmy mu na do widzenia z punktu widokowego. Na co on nieco odsłonił swoich wdzięków.

odslona

Przed nami malowała się rychła wizja gorących źródeł Tabacon. Moment wyczekiwany już od dnia przylotu wreszcie miał się urzeczywistnić. Z informacji, które posiadaliśmy darmowe gorące kąpiele były tuż tuż, a taksówka sprawnie nas tam dostarczyła.

zrodla

Woda o temperaturze 36 stopni, wartki nurt masujący ciało, dzika przyroda i przepadliśmy tam na bite trzy godziny. Było nam tak dobrze do tego stopnia, że wyszliśmy stamtąd dość pomarszczeni ;) Relaks, relaks i jeszcze raz relaks!

relaks

Po tak cudownych doświadczeniach byliśmy jak nowo narodzeni. Wieczorem ruszyliśmy jeszcze w miasto, które z wolna zapadało w sen, szacowny Arenal przykrył się nawet szlafmycą :D.

czapaptasieklafort