Ciekawe kto z Was zastawiał się jak radzimy sobie z praniem?
Wydawałoby się, że czynność wręcz tak banalna i oczywista-jest pralka podłączona do prądu i wody, i pranie się po prostu  ‚dzieje’…

Jak już pewnie zdążyliście się zorientować, lubimy wszelakie akcje typu D.I.Y. zwłaszcza te, połączone z podejściem eko-logicznym i eko-nomicznym, więc…

Przeszukując zasoby sieci, wpadłem na ciekawą mini praleczkę, zasilaną siłą mięśni, a ciekawą z tego względu, że cały cykl prania (pranie+płukanie) nie przekracza 10 minut!! Co więcej, pranie nie dość że zrobione bardzo szybko (oszczędność czasu i wody), to jeszcze do tego najzwyczajniej w świecie czyste i doprane :) Wszystko to za sprawą  połączonych sił detergentu, grawitacji oraz ciśnienia. Żeby nie było, pierwsza myśl, a za nią idące działanie to wizyta na ebay’u i próba zakupu owego cudeńka. Niestety (albo raczej stety), okazało się, że wysyłka z USA do Polski jest niemożliwa. Nie poddałem się i wystosowałem maila do Producenta z zapytaniem, czy może mają jakiegoś dystrybutora na Starym Lądzie (szukałem za pomocą Wujka Google, lecz nie znalazłem). O dziwo, dostałem odpowiedź jeszcze tego samego dnia, z dodatkowym pytaniem: ‚skąd Pan pisze?’ (choć w mailu taką informację podałem…). Rzecz jasna odpowiedziałem równie szybko jak poprzednio, lecz chyba ‚hasło’ Poland na tyle skutecznie wystraszyło pana z obsługi, że już nigdy więcej nie odpisał.

Wiele nie było trzeba, żeby żyłka małego wynalazcy i konstruktora została pobudzona, i tak oto zrodził się pomysł budowy własnej pralki :-)

Do budowy użyłem/wykorzystałem:

  • beczka do kiszenia kapusty-20 L (miała być super szczelna, okazało się coś zupełnie innego-radzimy sobie stosując uszczelkę wycięta ze starej dętki plus folia);
  • dwie śruby zakończone hakiem;
  • wkręty do drewna;
  • blacha – odzysk z drzwi starej lodówki;
  • obudowa- płyta wiórowa ze starej meblościanki;
  • korba – nasadka klucza plus metalowa rurka-nóżka ze starej meblościanki;
  • gustowne wykończenia po bokach – fragmenty starego kwietnika.

W tak zwanym międzyczasie otrzymaliśmy w spadku, po Babci prawię nową Franię (jedno pranie w niej wykonane-dla celów testowych-porównawczych). Oczywiście doskonale wiemy jak działa i pierze standardowy automat, więc punkt odniesienia do samego procesu prania jak i efektów mamy!

Po pierwsze: pranie to fun! Kręcisz korbą kilka minut, w tym czasie możesz pośpiewać, popatrzeć na otaczające widoki (gdy pranie na zewnątrz) bądź pokonwersować gdy ktoś jest w pobliżu.

Po drugie: cały cykl (pranie+płukanie) pożera tylko 20L wody!

Po trzecie: rachunki za prąd są zerowe :)

Po czwarte: pranie jest czyste, pachnące. Widoczna różnica zwłaszcza w porównaniu z Franią, gdzie ciuchy były maksymalnie poskręcane i zmechacone! Tutaj, ciuszki są traktowane wyjątkowo delikatnie, więc nie ma szans na pozwijane galoty czy porozrywane podkoszulki.

Po piąte: pralka zrobiona samemu, do tego z rzeczy które normalnie wylądowałyby na śmietniku tudzież w piecu. Satysfakcja i poczucie spełnienia gwarantowana!

Po szóste: wyżej wspomniane względy eko-logiczne-ekonomiczne.

Do prania używamy naturalnego mydła, w pełni ekologicznego, które ścieramy na tarce (płatki mydlane), oraz sody (zwłaszcza do białych i jasnych rzeczy), a dla zapachu olejków eterycznych :-)

pralka