Chorwacja, półwysep Istria, Umag – niewielkie miasteczko nad morzem. Udało nam się wynająć przyjemny apartament przy zatoce. Widok na stare miasto, zacumowane łodzie kołyszą się na falach, mewy przelatujące nad naszym balkonem i dzwięki dochodzące z pobliskiej tawerny, gdzie rybacy się ‚relaksują’.

widokina umag

Takie okoliczności przyrody miały służyć przede wszystkim Maiskiemu przed wyzwaniem jakie go czekało. Istria100, bo taką nazwę nosi owe wyzwanie to ultramaraton górski liczący 170km i biegnący przez malownicze zakątki półwyspu. Na trasie do zaliczenia między innymi szczyt Vojak (1394m n.p.m.) i do tego nocą! Moim zadaniem było przede wszystkim wsparcie psychiczne Maiskiego bo inna pomoc jest niedozwolona.

stomil

Pogoda sprzyjała, a my mając kilka dni do startu Maiskiego trochę zwiedzaliśmy Umag, zajadaliśmy się oliwkami i relaksowaliśmy się na naszym balkoniku w słońcu.

tulipanykrzesełka plac wybrzeze

Jeszcze przed sezonem, więc miasteczko żyje normalnym życiem, nie ma tłumów, większość knajp jeszcze nie otwarte, tylko w pobliżu bazy biegu zbierają się większe grupki. Powoli zbliża się dzień startu, rosną emocje!

Maiski pakuje swój niezbędnik biegacza, powoli odliczamy godziny, jedziemy do Labinu gdzie zlokalizowany jest start. Jeszcze tylko słowa otuchy dla mojego zawodnika i wreszcie final countdown. Sylwetka Maiskiego znika za linią startu. Znów zobaczymy się na punkcie w Plominie, gdzie podwożą mnie Agata z Agnieszką, które też jak ja kibicują swoim zawodnikom.

Plomin

Plomin

zokienka

Maiski wygląda dobrze, na punkcie szybko uzupełnia płyny i coś podjada. Ruszam z nim kawałek pod górę żeby nieco pogadać jak się czuje. Wspomina coś o bólu w nerkach, ale odsuwa to od siebie. Przed nim noc i góry. Z dziewczynami chcemy jeszcze złapać ekipę na następnym punkcie, trochę błądzimy ale w końcu tam docieramy. Robi się ciemno, a do pojawienia się pierwszego z naszych mamy jeszcze conajmniej godzinę. Idziemy zatem coś przekąsić i zastanowić się czy czekamy na nich dalej. Okazuje się, że nie ma sensu czekać, zwłaszcza że musimy wrócić do Umagu i z samego rana znów wrócić na trasę biegu żeby kibicować. Jest już późno, gps prowadzi nas dziwnymi drogami, znów błądzimy, wszystkie jesteśmy zmęczone. Na miejscu jestem przed 12 w nocy – pobudka o 4!

sky

Tym razem sama śmigam o świcie do Buzetu. Jestem w samą porę bo Maiski już zajada się ryżem z zapiekaną cukinią. Tu jest chwila na pogaduchy.

buzet

Po Maiskim widać zmęczenie i grymas bólu. To już 90-ty kilometr, a nerka nie odpuszcza. Poza tym jest wola walki. Zaczynam się niepokoić, nerki to nie przelewki. Decyzję jednak podejmuje Maiski i jest nią kontunuacja biegu. W takiej sytuacji mogę tylko trzymać kciuki.

buzetwall

Kolejnym moim punktem miała być miejscowość Hum, jednak pobłądziłam i zdecydowałam udać się na punkt kontrolny nieco dalej. Tak wylądowałam w małej mieścince, prawie opuszczonej, a noszącj nazwę Draguć.

Draguć

Draguć

Zaparkowałam samochód i ruszyłam na obchód miasteczka. W jego centrum spotkałam lotnych sędziów biegu i uciełam sobie z nimi dłuższą pogawędkę. Rozmawiało się bardzo sympatycznie, nawet załapałam się na wspólne selfi. Z sielanki wyrwał mnie telefon Maiskiego. Było źle, nerki i sikanie na brązowo – Maiski właśnie konsultował dalsze zmagania biegowe z lekarzem. Ja czekałam pod telefonem w Draguciu na rozwój wypadków. Ostatecznie Maiski postanowił zejść z trasy, na pewno nie było to dla niego łatwe. Z punktu miał go ktoś odebrać i zawieźć do Umagu, więc ja też tam ruszyłam. Sportowa złość i szukanie przyczyń takiego rozwoju wypadków – Maiski, nie mógł pogodzić się z tym, że rywalizacja jest już dla niego skończona. Przynajmniej na ten moment. Teraz trzeba zadbać o siebie i wyciągnać dobre wnioski na przyszłość.

Z racji tego, że Maiski nawet po tych 100km całkiem dobrze się miewał i był na chodzie, po obiedzie i drzemce wyciągnęłam go na plażę do sąsiedniej miejscowości.

plazingDSC03862

Po południu zdążyliśmy jeszcze pokibicować Danielowi na finiszu. Pewnie wkrótce będzie można obejrzeć jego filmik z zawodów.

daniel

Matko jedyna to juz meta! ;)

Cóż, kończę już tą opowieść bo się nieco rozpisałam. Fajnie było znów być na Chorwacji, cieszyć się słońcem i zielonością. Jestem dumna z Maiskiego, że potrafił podjąć tak naprawdę jedyną słuszną decyzję. Na pewno będzie jeszcze okazja na rewanż. łodz