Wracam dokończyć opowieść kostarykańską. Trochę wciągnąły nas ostatnio różne sprawy dlatego nie mogłam zrobić tego wcześniej. Zatem pora odświeżyć zakamarki pamięci i przenieść się do Madhuvan.

droga

Nieco zmęczeni już ciągłym ‚byciem w ruchu’ wyczekiwaliśmy przyjazdu do Madhuvan, gdzie mieliśmy spędzić ostatnie sześć dni naszej wyprawy. Miejsce to mieści się na półwyspie Nicoya, który uznawany jest za saharę Kostaryki. I rzeczywiście temperatury były wyższe o co najmniej 7 stopni, co najlepiej można było zaobserwować na roślinności. Krajobraz trochę jak na jesień, w większości uschnięte liście, ‚gołe’ drzewa, wyschnięte koryta wodne, tylko palmy dzielnie się broniły.

widok

Madhuvan to klasztor i farma, którą zajmuje się grupka mnichów tradycji gaudija wisznuizmu. Samo położenie tego miejsca budzi zachwyt i respekt. Aby dotrzeć do Madhuvan trzeba wynająć taksówkę z napędem 4×4. Droga wiedzie w górę, jest kręta i stroma, a wokół rozciągają się przepiękne widoki na pobliskie wzniesienia. Taksówkarz miał nie lada kurs, a wyjmując nasze bagaże powiedział, że to musi być raj. U bram powitała nas mniszka Braja – polka oraz psina Duli. Do dyspozycji mieliśmy skromny domek gościnny jako, że od kilku lat każdy może tu przyjechać i wynająć sobie taką kabinę.

domek

Podczas naszego pobytu jedynym gościem była tu szwedka Emma, która początkowo miała zostać kilka tygodni jednak tak jej się spodobało, że pobyt przedłużył się o kilka miesięcy. Natomiast stali mieszkańcy farmy to oprócz Brajy: kanadyjczyk Gaurasundar, amerykanin Murli, włoch Shyam, anglik Saci oraz polak Atul. Pod ich opieką jest kilkadziesiąt hektarów ziemi oraz dwie krowy, byk, dwa konie, kot oraz dwa psy. Każdy z mnichów ma swoje obowiązki (nie tylko duchowe), a pracy jest naprawdę dużo.

Świątynia

Świątynia

spacer

fot. P.Rogowski

Najważniejszym miejscem w Madhuvan jest Świątynia, która usytuowana jest mniej więcej w centralnym punkcie, nieco wyżej od pozostałych domków mnichów. Każdego dnia wcześnie rano i wieczorem można uczestniczyć w czczeniu znajdujących sie tam bóstw. Gdy ma się szczęście można również posłuchać nauk Swamiego Tripurari – mistrza duchowego, który jest założycielem między innymi tego aśramu, a który bywa tu kilka razy do roku.

DSC01685

Życie tutaj z pozoru wydaje się być beztroskie jednak to tylko pozory. Kostarykański klimat kształtuje charakter. Pora sucha to zmagania z upałami, brakiem wody, utrzymaniem ogródka i drzew owocowych, zapewnieniem pożywienia zwierzętom. W porze mokrej natomiast częściej zdarzają się awarie, przeciekający dach, osuwiska na drodze dojazdowej, czy brak prądu – spędza to sen z powiek załogi. Jednak mimo tego wszystkiego mnisi są bardzo pogodni, życzliwi i otwarci dla wszystkich. W ich rysach widać spokój i łagodność, ich rolą jest służba i robią to z największym oddaniem. Taka atmosfera udziela się również nam. Staramy się pomagać gdy tylko nadarza się okazja. Poza tym dużo rozmawiamy i cieszymy się ciszą i widokami.

worki

owocki

Jedynie w Światyni jest kuchnia i tam przygotowywane są posiłki. W cenie pobytu w Madhuvan, czyli 15 dolarów od osoby, jest wliczone całodzienne wyżywienie. Najfajniejsze w tym wszystkim jest jednak to, że są to posiłki wegetariańskie oraz wegańskie. Mnisi nie jedzą mięsa, ryb ani jajek, natomiast mleko mają od własnych krów. Na farmie uprawiane są banany, cuadrados, mango, papaya, ananasy, grejpfruty, pomarańcze, cytryny, guanabana, avocado, nerkowiec, morwa, bittermelon, bakłażany, pomidory, plantany, fasola mung i wiele innych rzeczy których nazw nie sposób spamiętać. Także było co popróbować.

DSC_0287

fot. P. Rogowski

Madhuvan otoczone jest dżunglą, od najbliższej wioski oddalone jest o jakieś dwa kilometry. Nie powinno więc dziwić, że miejsce to odwiedzają przeróżne zwierzęta. Najwięcej ruchu jest o poranku oraz wieczorem, kiedy dżungla zaczyna żyć! Przeraźliwe odgłosy wyjców gdzieś obok naszego domku, tarantula wychodząca na łowy, jakiś skorpion przemykający drogę, żaba pilnująca świątyni, blade jaszczurki polujące na owady, nietoperze. Poranki natomiast należały głównie do ptaków: kolorowe tukany, koliberki, dzięcioł o czerwonej głowie, czaple na krowach i inne nieznane nam gatunki w intensywnych kolorkach. Czasem zdażyła się iguana, patyczaki czy wiewiórka. Słyszeliśmy opowieści o wężach, pancernikach, sarnach, a nawet pumie ale niestety ich nie udało się zobaczyć.

malpa
Madhuvan opuściliśmy ze smutkiem ale za to zainspirowani prostotą życia i filozofią przyświecającą mnichom. Będąc z dala od wszystkiego, będąc samemu ze sobą można odnaleźć to co w życiu najważniejsze.

bostwa

Bóstwa