Z przyrodą człowiek był za pan brat od kiedy pamiętam (piszę o sobie). Nie dość, że wychowany w bieszczadzkiej dziczy to jeszcze z wykształceniem mocno zafiksowanym na robaczkach, ptaszkach i innych drzewach i krzewach.

Widziałem wiele ciekawych zwierząt nie tylko na naszym kontynencie, bo dla przykładu  zdarzyło mi się obserwować tukany, legwany czy kolibry w ich naturalnym środowisku na Kostaryce. Jednak szok jakiego doznałem ostatnio sprawił mi radości co nie miara :)

Dobra, żeby za bardzo nie przynudzać, przejdę do rzeczy.

Któregoś popołudnia (deszcze już zaczynały ustępować) wyszedłem przed dom zobaczyć co tam Szachrajka ciekawego porabia. Tak się złożyło, że zamiast Szachrajkowej sylwetki, moje zwichrowane przyrodniczo oczy wypatrzyły malutkie, latające stworzenie, z uporem maniaka kręcące się wokół dorodnych kwiatów pelargonii oraz werbeny, stworzenie, do złudzenia (na pierwszy rzut oka) przypominające kolibra!!

Zaraz, zaraz, Polska to nie jest obszar gdzie występują kolibry, poza tym ten furczący jegomość ma czułki i włochaty/mechaty odwłok-więc co to/kto to, do diaska jest?!

Wiele nie myśląc pobiegłem po aparat, jednak nic z moich fotograficznych prób nie wyszło (koleś był za szybki), więc posiłkuję się zdjęciami z neta plus filmikiem, jaki znalazłem w serwisie youtube.

SONY DSC

Fruczaki to dla mnie bardzo zagadkowe motyle, chociażby dlatego, że do Polski przylatują z krajów południa Europy, tu się rozmnażają, po czym wracają z powrotem na południe…bociany to jeszcze jestem w stanie zrozumieć, lecz ćmy?!

Interesujący jest również fakt, że dorosłe motyle spotyka się u nas dopiero pod koniec wakacji (są to osobniki, które rodzą się w naszym kraju), a my już mieliśmy okazję obserwować go początkiem czerwca (być może trafiliśmy na osobnika, który przebył szmat drogi…).

No to teraz obiecany filmik:

Ilekroć wychodzę ‘na pole’ z utęsknieniem wypatruję naszego rodzimego koliberka. Po cichu liczę, że i filmik i jakieś dobre foto uda się w tym roku ustrzelić :-)