Wiejskie życie. Nieśpieszne, miarowe, jednostajne, a mimo to dynamiczne. Na swój sposób przewidywalne i pozornie nudne. Banalne do tego stopnia, że wracając tu, na bloga, poniekąd na nowo, po roku niebytności, zaczynamy tak, jak gdyby to ledwie tydzień minął.

Bez względu na to, co niektórzy uczeni próbują dowieść, czas zdecydowanie zamknięty jest w kole. Bez początku i bez końca. Linia prosta to kiepski dowcip. Że niby coś się kiedyś zaczęło, i kiedyś bez dwóch zdań skończy. Ale co wtedy? Linia ma sens jedynie wówczas, gdy oba jej końce spotykają się ze sobą, tworząc koło czasu, zacierając granicę między przed i po.

Pory roku dobitnie wspierają mój powyższy wywód. Stanowią doskonały przykład tego, jak czas krąży, do tego z różną i sobie jedynie znaną częstotliwością.

Czekamy na zimę. Kolejną już, co ważne na swoim. Jak co roku szykowaliśmy się do niej, tak samo jak  za kilka miesięcy będziemy czynić przygotowania do przyjęcia wiosny i jej dobrodziejstw.

Zima to krótkie dni, słońce nisko zawieszone nad horyzontem, płynące tuż ponad wierzchołkami jodeł i świerków porastających Wysypań. Późno wschodzi by bardzo szybko zniknąć za masywem Suchej Góry.

Każda pora niesie ze sobą coś innego, nowego, wręcz nieuchwytnego, coś co teoretycznie powtarza się milionowy już raz, a jednak drobnym szczegółem, magicznym niuansem potrafi odmienić swe oblicze.

Z wiekiem człek dostrzega więcej, i choć mimo lat mądrzejszy, to wciąż jednak głupi.

 

— Gniewko